Po raz pierwszy zaczęłam pić Yerba Mate kilka lat temu, później miałam ponad roczną przerwę. Właściwe nie wiem dlaczego przestałam? Ponieważ pijąc Yerbę odstawiłam kawę, może zwyczajnie zaczęło mi brakować kawowego aromatu? Trudno powiedzieć, ale jedno jest pewne, ponownie czasie wróciła mi ochota na to argentyńskie ziele. A może brakowało mi całego rytuału związanego z parzeniem i piciem Yerby? Tak, to jest rytuał, tykwa… bombille… parzenie… dolewanie… smakowanie… do tego efekt, w postaci zwiększonej energii i dobrego samopoczucia.
Postanowiłam kupić Yerbę, konieczne akcesoria grzecznie czekały na ponowne użycie. I tu pojawił się mały problem, moje ulubione drewniane naczynko, w całości okute metalem, przez długie nieużywanie rozeschło się. We wnętrzu pojawiła się szczelina o szerokości około 7 milimetrów! Co prawda mam w domu nową tykwę, ale jakoś zawsze wolałam to mniejsze naczynko, tykwa stała więc tylko jako dekoracja.
Zastanawiałam się czy można jakoś uratować, widoczne na zdjęciu, wysłużone drewniane naczynko Amanda? Otóż można.
W pierwszej kolejności starannie umyłam je w ciepłej wodzie, bez dodatków jakiejkolwiek chemii, co mogłoby w efekcie zmieniać smak Yerby. Kolejnym krokiem było nasączanie drewna, lecz nie jakimiś olejami, o czym już czytałam w internecie, a zwykłą, gorącą wodą. Na początek nalewałam wody mniej więcej do połowy wysokości, obawiałam się, że cienki brzeg drewna u góry, mógłby rozszerzyć się zbyt szybo, co mogłoby ograniczyć nasączanie i rozszerzanie w dolnych częściach. Była to chyba słuszna decyzja, szczelina zaczęła się powolutku zmniejszać, a po kolejnym dolewaniu wody w ciągu dnia, zniknęła całkowicie. Ulubione naczynko zostało uratowane.
Ostatnim etapem przygotowania naczynia do pierwszego po przerwie siorbania, było "wydezynfekowanie" go przy pomocy mocnego naparu. Yerba Mate ma właściwości przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne. Naczynko wraz z zaparzonym zielem postało przez całą noc, rano było już gotowe, można było zrobić pierwsze, przeznaczone do konsumpcji, parzenie Yerby. Nie wiem czy ten zabieg był konieczny, gdyż nigdy na drewnie nie pojawiła się pleśń, czy jakiekolwiek inne osady, jedyną oznaką użytkowania było naturalne pociemnienie drewna.
Pierwszą porcję wypiłam ze smakiem, pomimo tego, że ma ona jednak dość charakterystyczny, gorzkawy smak, który na początku przygody z Yerbą może troszkę zniechęcać. Wszystkim, którzy chcieliby spróbować tego napoju po raz pierwszy radzę kupować Yerba Mate delikatniejszą, a nawet dodatek małej ilości trawy cytrynowej. Trawa cytrynowa (szczypta w dwóch palcach) nie nada naparowi smaku cytryny, a będzie smakować delikatniej. Oczywiście można też kupować susz aromatyzowany, na przykład cytryną czy pomarańczą, jednak w moim przekonaniu, Yerba smakuje najlepiej bez intensywnych dodatków. Jest to, na dzień dzisiejszy, moja subiektywna opinia, która może z czasem też ulec zmianie. :)
| « poprzednia | następna » |
|---|





